Fabryka Zombie……cz. 1.

czyli jak skutecznie zdemotywować i mentalnie sparaliżować zespół pracowników…

Niezwykle popularna wśród managerów technika zasadza się na trzech prostych krokach.

Po pierwsze powiedz im że idzie kryzys. Nieistotne jest tutaj czy to będzie pierwsza, druga czy krytyczna faza kryzysu. Słowo kryzys, samo w sobie odblokowuje u pracowników dotychczas nieodkryte pokłady kreatywności w zakresie pisania cv, metod przeszukiwania popularnych portali pracy oraz budowania nowych relacji na innych równie popularnych portalach społecznościowych dla profesjonalistów. Tak, tak, masz rację: dział HR twojej konkurencji zapewne już tam jest i czeka na spłoszone owieczki.

Po drugie ogłoś Wielki Program Antykryzysowy. Punkt naczelny programu to oczywiście oszczędności. Tym krokiem uzyskasz intensyfikację jakże istotnych elementów życia społecznego organizacji takich jak np. plotki w jadalni, spekulacje w szatni, masową instalację programów komunikacyjnych. Gdybyś mógł Drogi Managerze zmieniać postać na życzenie i na kilka godzin zamienić się w muchę, siedzącą na ścianie jadalni (zasiądź raczej wysoko, poza zasięgiem packi na muchy) pozyskałbyś bardzo pożyteczną wiedzę np. kogo planujesz zwolnić, komu zabrać premię i które stanowiska pragniesz połączyć, oczywiście redukując nadmiarową obsadę. To nic, że nawet nie pomyślałeś o takich działaniach: skoro ludzie mówią coś w tym musi być…Być może miałbyś również szansę spaść z owej ściany powalony precyzyjną informacją kiedy dokładnie w firmie, którą kierujesz skończą się pieniądze i w jaki dokładnie sposób organizacja owa upadnie. Jeśli jednak, przez przypadek, nie masz zestawu tajemnych mocy aby zmieniać postać na życzenie, będziesz musiał sobie poradzić bez tej, jakże cennej i co ważne „superpewnej”, kuchennej wiedzy. Jeśli znalazłeś się w sytuacji tak dramatycznej przeczytaj proszę artykuł do końca.

Po trzecie i najważniejsze wyślij całą ekipę na szkolenie z technik zarządzania stresem. Najsprytniejsi managerowie właściwie ograniczają się tylko do tego trzeciego kroku. Praktyka wielu pokoleń managerów pokazuje, że nic tak skutecznie nie paraliżuje pracowniczych umysłów jak wyjazdowe szkolenie typu stresssss management a właściwie informacja o tym, że takie szkolenie się odbędzie. Być może jeszcze do tej pory ktoś w twoim zespole nie uświadamiał sobie powagi sytuacji, być może znalazł się choć jeden członek zespołu naiwnie sądzący, że złowieszczy POTWÓR-KRYZYS nie wbije swoich ostrych jak dowcip Szymona Majewskiego zębów w zdrowy organizm gospodarczy jakim wydaje się być twoja firma. Po informacji, iż wszyscy ale to bez wyjątku wszyscy, jadą na szkolenie z zarządzania stresem twoi pracownicy zyskają już pewność: jest źle. Może nawet jeszcze gorzej niż głosił kuchenny serwis informacyjny.

Za sprawą ewolucji…tak wiem, nie wszyscy pracownicy sprawiają wrażenie jakby kiedykolwiek znaleźli się na drodze Jej Wysokości Ewolucji…za sprawą ewolucji jednakże zostaliśmy genialnie zaprogramowani aby z sytuacjami typu „źle” sobie radzić. To fakt potwierdzony naukowo i empirycznie więc tego wątku nie będziemy szerzej rozwijać. Po prostu przeczytaj i zaufaj. Ludzkość od zarania dziejów radziła sobie w stresujących momentach, czyli wtedy kiedy już zadzieje się  „ źle”, w dwojaki sposób: ucieczką albo walką. Ewolucja gospodarki kapitalistycznej w bardzo poważny sposób ograniczyła możliwość reakcji pracownika na sytuację typu „jest źle”. Takie brutalne wynalazki jak Kodeks Pracy w zasadzie blokują możliwość walki z systemem…tak, tak: system to twoja firma w slangu pracowników. No bo przecież żaden zdrowy na umyśle pracownik nie będzie samodzielnie walczył z KRYZYSEM! Po pierwsze nie zna nikogo kto by wygrał, po drugie co inni ludzie powiedzą, po trzecie z systemem walczyć łatwiej…system jest taki bardziej namacalny niż ten cały KRYZYS. Nowoczesne kajdany prawne blokują pracownikom również możliwość natychmiastowej ucieczki z zakryzysowanego miejsca pracy, oczywiście o ile pracownik nadal chce otrzymywać od pracodawcy wynagrodzenie, bo jak pracownik nie chce to ma on w tym zakresie znacznie szersze możliwości.

Co zatem pozostaje pracownikowi skutecznie wystraszonemu powyższą metodą trzech prostych kroków ? Otóż zostaje coś co psychologia określa mianem ucieczki mentalnej. Jestem tutaj ale jakby mnie nie było. Widzę i słyszę ale mnie nie boli. Poczekam, zobaczę co się jeszcze wydarzy. Przecież nie zawrócę kijem Wisły…Kiedyś minie ten KRYZYS…bo tak jak chorobę: trzeba to wyleżeć…Taka postawa jest absolutnie normalna dla pracownika funkcjonującego w warunkach przedłużającego się stresu a odpowiadają za nią filtry mentalne. Takie filtry mamy wszyscy, jedni mniej inni bardzie aktywne ale wszyscy je mamy bo tylko dzięki takim filtrom możemy normalnie funkcjonować. Nasze filtry mentalne to temat na Wielką Rozprawę Naukową. Na potrzeby tego materiału jeden tylko przykład działania filtrów: idziesz galerią handlową, załóżmy że zmierzasz do kina. Ile osób zapamiętałeś spośród kilkuset, które minąłeś po drodze ? Kilka bardziej charakterystycznych ? Nikogo ? Wyobraź sobie jak szybko zapełniłaby się twoja pamięć operacyjna gdyby twój mózg pozbawiony filtra „selektywna pamięć kontekstowa” rejestrował zasobach pamięci wszystko co mijasz w swojej codziennej drodze do szczęścia. W podobny sposób działają filtry twoich pracowników. Na hasła: kryzys, oszczędności, szkolenie antystresowe, poprawnie działające filtry mentalne twoich pracowników po pierwsze ograniczą percepcję bo ograniczona percepcja to mniej bodźców które mogą zaboleć. Po drugie filtry ograniczą zdolność rozumowania twoich pracowników bo w sytuacji zagrożenia z którym nie da się walczyć (pamiętasz: POTWÓR-KRYZYS) im mniej rozumiesz tym mniej myślisz, a im mniej myślisz tym mniej się boisz przyszłości, a kiedy się nie boisz jesteś szczęśliwszy…Po trzecie filtry włączą instynkt stadny: Afryka…antylopy…rzeka…krokodyle…wielkie stado dające złudę bezpieczeństwa. Dokładnie tak zadziałają filtry twoich pracowników. Filtry zbiorą ich w plotkujące stada. Niestety ze stadami już tak jest, że każdy ich członek dołączając do stada oddaje swoją inteligencję stadu w zamian otrzymując produkt zastępczy tzw. inteligencję stada…czyli mówiąc wprost ekwiwalent inteligencji najgłupszego i przez to zazwyczaj najbardziej odważnego osobnika, za którym podąży stado. Obejrzyj ustawkę kiboli na „twojej tubie” doskonale zrozumiesz jak działa mechanizm stada. Próba zarządzania stadem nawet dla wytrawnego managera często kończy się stada tego rozbiegnięciem po szerokiej sawannie porośniętej roślinkami zwanymi konkurencją, na której to sawannie zdrowo kwitną również firmy rekrutacyjne…

Drogi Managerze…plotkujące stada ludzi z pustymi oczami…nieprzyjemny, ulotny ale dobrze wyczuwalny zapach strachu w szatni, kuchni, na korytarzu….proste rzeczy, które dla mądrych dotąd ludzi stanowią odtąd mur chiński, nie do zdobycia….znasz to ? Widziałeś ? Masz tak czasami u siebie ? Jeśli nie masz to wkrótce możesz mieć…więc dobrze jest wiedzieć jak sobie z takim upiorem organizacyjnym poradzić. Nawet jeśli nie pójdziesz drogą tych „wybitnych” managerów fundujących swoim ludziom szkolenia na temat jak sobie radzić ze stresem w pracy i nie sprowokujesz w swoim zespole efektu ukrytej paniki stadnej ktoś może zrobić ci taką przysługę. Twój szef, pracownik funkcjonujący w zespole jako tzw. centrum wpływów, telewizja…biznes we własnej osobie… Osobiście nie mam nic przeciwko szkoleniowym spędom, dobrze mnie zrozum. Sam uczestniczyłem w dziesiątkach szkoleń jako pracownik i jako manager prowadzący zespoły pracowników. W większości  wyniosłem z nich wiele dobrego choć czasem musiałem włożyć więcej pracy niż sam prowadzący szkolenie aby mój zespół nie zlinczował trenera ziewaniem. Ponad dwudziestoletnia praktyka w zarządzaniu zróżnicowanymi zespołami pracowników pomogła mi wypracować dość przewrotny i raczej niestandardowy pomysł na to jak nauczyć swoich pracowników ŻYĆ ze stresem, kreatywnie myśleć i konstruktywnie działać nawet w warunkach największego napięcia. Nie uczyłem ludzi jak radzić sobie ze stresem. Uczyłem jak dobrze ŻYĆ ze stresem w tle i działać efektywnie. W życiu managera jest kilka rzeczy pewnych a pojawiający się jak meteor na gwiaździstym niebie biznesu KRYZYS, ten POTWÓR pojawiający się niepodziewanie i w różnych upiornych formatach jest właśnie jedną z tych rzeczy bardzo, bardzo pewnych. Śmierć, podatki i kryzys.

W drugiej części artykułu znajdziesz mój autorski przepis na to jak zbudować solidny okręt kompetencji tak aby twoja załoga codziennie mogła pływać po wzburzonym oceanie stresu…

Niezwykle popularna wśród managerów technika zasadza się na trzech prostych krokach.

Po pierwsze powiedz im że idzie kryzys. Nieistotne jest tutaj czy to będzie pierwsza, druga czy krytyczna faza kryzysu. Słowo kryzys, samo w sobie odblokowuje u pracowników dotychczas nieodkryte pokłady kreatywności w zakresie pisania cv, metod przeszukiwania popularnych portali pracy oraz budowania nowych relacji na innych równie popularnych portalach społecznościowych dla profesjonalistów. Tak, tak, masz rację: dział HR twojej konkurencji zapewne już tam jest i czeka na spłoszone owieczki.

Po drugie ogłoś Wielki Program Antykryzysowy. Punkt naczelny programu to oczywiście oszczędności. Tym krokiem uzyskasz intensyfikację jakże istotnych elementów życia społecznego organizacji takich jak np. plotki w jadalni, spekulacje w szatni, masową instalację programów komunikacyjnych. Gdybyś mógł Drogi Managerze zmieniać postać na życzenie i na kilka godzin zamienić się w muchę, siedzącą na ścianie jadalni (zasiądź raczej wysoko, poza zasięgiem packi na muchy) pozyskałbyś bardzo pożyteczną wiedzę np. kogo planujesz zwolnić, komu zabrać premię i które stanowiska pragniesz połączyć, oczywiście redukując nadmiarową obsadę. To nic, że nawet nie pomyślałeś o takich działaniach: skoro ludzie mówią coś w tym musi być…Być może miałbyś również szansę spaść z owej ściany powalony precyzyjną informacją kiedy dokładnie w firmie, którą kierujesz skończą się pieniądze i w jaki dokładnie sposób organizacja owa upadnie. Jeśli jednak, przez przypadek, nie masz zestawu tajemnych mocy aby zmieniać postać na życzenie, będziesz musiał sobie poradzić bez tej, jakże cennej i co ważne „superpewnej”, kuchennej wiedzy. Jeśli znalazłeś się w sytuacji tak dramatycznej przeczytaj proszę artykuł do końca.

Po trzecie i najważniejsze wyślij całą ekipę na szkolenie z technik zarządzania stresem. Najsprytniejsi managerowie właściwie ograniczają się tylko do tego trzeciego kroku. Praktyka wielu pokoleń managerów pokazuje, że nic tak skutecznie nie paraliżuje pracowniczych umysłów jak wyjazdowe szkolenie typu stresssss management a właściwie informacja o tym, że takie szkolenie się odbędzie. Być może jeszcze do tej pory ktoś w twoim zespole nie uświadamiał sobie powagi sytuacji, być może znalazł się choć jeden członek zespołu naiwnie sądzący, że złowieszczy POTWÓR-KRYZYS nie wbije swoich ostrych jak dowcip Szymona Majewskiego zębów w zdrowy organizm gospodarczy jakim wydaje się być twoja firma. Po informacji, iż wszyscy ale to bez wyjątku wszyscy, jadą na szkolenie z zarządzania stresem twoi pracownicy zyskają już pewność: jest źle. Może nawet jeszcze gorzej niż głosił kuchenny serwis informacyjny.

Za sprawą ewolucji…tak wiem, nie wszyscy pracownicy sprawiają wrażenie jakby kiedykolwiek znaleźli się na drodze Jej Wysokości Ewolucji…za sprawą ewolucji jednakże zostaliśmy genialnie zaprogramowani aby z sytuacjami typu „źle” sobie radzić. To fakt potwierdzony naukowo i empirycznie więc tego wątku nie będziemy szerzej rozwijać. Po prostu przeczytaj i zaufaj. Ludzkość od zarania dziejów radziła sobie w stresujących momentach, czyli wtedy kiedy już zadzieje się  „ źle”, w dwojaki sposób: ucieczką albo walką. Ewolucja gospodarki kapitalistycznej w bardzo poważny sposób ograniczyła możliwość reakcji pracownika na sytuację typu „jest źle”. Takie brutalne wynalazki jak Kodeks Pracy w zasadzie blokują możliwość walki z systemem…tak, tak: system to twoja firma w slangu pracowników. No bo przecież żaden zdrowy na umyśle pracownik nie będzie samodzielnie walczył z KRYZYSEM! Po pierwsze nie zna nikogo kto by wygrał, po drugie co inni ludzie powiedzą, po trzecie z systemem walczyć łatwiej…system jest taki bardziej namacalny niż ten cały KRYZYS. Nowoczesne kajdany prawne blokują pracownikom również możliwość natychmiastowej ucieczki z zakryzysowanego miejsca pracy, oczywiście o ile pracownik nadal chce otrzymywać od pracodawcy wynagrodzenie, bo jak pracownik nie chce to ma on w tym zakresie znacznie szersze możliwości.

Co zatem pozostaje pracownikowi skutecznie wystraszonemu powyższą metodą trzech prostych kroków ? Otóż zostaje coś co psychologia określa mianem ucieczki mentalnej. Jestem tutaj ale jakby mnie nie było. Widzę i słyszę ale mnie nie boli. Poczekam, zobaczę co się jeszcze wydarzy. Przecież nie zawrócę kijem Wisły…Kiedyś minie ten KRYZYS…bo tak jak chorobę: trzeba to wyleżeć…Taka postawa jest absolutnie normalna dla pracownika funkcjonującego w warunkach przedłużającego się stresu a odpowiadają za nią filtry mentalne. Takie filtry mamy wszyscy, jedni mniej inni bardzie aktywne ale wszyscy je mamy bo tylko dzięki takim filtrom możemy normalnie funkcjonować. Nasze filtry mentalne to temat na Wielką Rozprawę Naukową. Na potrzeby tego materiału jeden tylko przykład działania filtrów: idziesz galerią handlową, załóżmy że zmierzasz do kina. Ile osób zapamiętałeś spośród kilkuset, które minąłeś po drodze ? Kilka bardziej charakterystycznych ? Nikogo ? Wyobraź sobie jak szybko zapełniłaby się twoja pamięć operacyjna gdyby twój mózg pozbawiony filtra „selektywna pamięć kontekstowa” rejestrował zasobach pamięci wszystko co mijasz w swojej codziennej drodze do szczęścia. W podobny sposób działają filtry twoich pracowników. Na hasła: kryzys, oszczędności, szkolenie antystresowe, poprawnie działające filtry mentalne twoich pracowników po pierwsze ograniczą percepcję bo ograniczona percepcja to mniej bodźców które mogą zaboleć. Po drugie filtry ograniczą zdolność rozumowania twoich pracowników bo w sytuacji zagrożenia z którym nie da się walczyć (pamiętasz: POTWÓR-KRYZYS) im mniej rozumiesz tym mniej myślisz, a im mniej myślisz tym mniej się boisz przyszłości, a kiedy się nie boisz jesteś szczęśliwszy…Po trzecie filtry włączą instynkt stadny: Afryka…antylopy…rzeka…krokodyle…wielkie stado dające złudę bezpieczeństwa. Dokładnie tak zadziałają filtry twoich pracowników. Filtry zbiorą ich w plotkujące stada. Niestety ze stadami już tak jest, że każdy ich członek dołączając do stada oddaje swoją inteligencję stadu w zamian otrzymując produkt zastępczy tzw. inteligencję stada…czyli mówiąc wprost ekwiwalent inteligencji najgłupszego i przez to zazwyczaj najbardziej odważnego osobnika, za którym podąży stado. Obejrzyj ustawkę kiboli na „twojej tubie” doskonale zrozumiesz jak działa mechanizm stada. Próba zarządzania stadem nawet dla wytrawnego managera często kończy się stada tego rozbiegnięciem po szerokiej sawannie porośniętej roślinkami zwanymi konkurencją, na której to sawannie zdrowo kwitną również firmy rekrutacyjne…

Drogi Managerze…plotkujące stada ludzi z pustymi oczami…nieprzyjemny, ulotny ale dobrze wyczuwalny zapach strachu w szatni, kuchni, na korytarzu….proste rzeczy, które dla mądrych dotąd ludzi stanowią odtąd mur chiński, nie do zdobycia….znasz to ? Widziałeś ? Masz tak czasami u siebie ? Jeśli nie masz to wkrótce możesz mieć…więc dobrze jest wiedzieć jak sobie z takim upiorem organizacyjnym poradzić. Nawet jeśli nie pójdziesz drogą tych „wybitnych” managerów fundujących swoim ludziom szkolenia na temat jak sobie radzić ze stresem w pracy i nie sprowokujesz w swoim zespole efektu ukrytej paniki stadnej ktoś może zrobić ci taką przysługę. Twój szef, pracownik funkcjonujący w zespole jako tzw. centrum wpływów, telewizja…biznes we własnej osobie… Osobiście nie mam nic przeciwko szkoleniowym spędom, dobrze mnie zrozum. Sam uczestniczyłem w dziesiątkach szkoleń jako pracownik i jako manager prowadzący zespoły pracowników. W większości  wyniosłem z nich wiele dobrego choć czasem musiałem włożyć więcej pracy niż sam prowadzący szkolenie aby mój zespół nie zlinczował trenera ziewaniem. Ponad dwudziestoletnia praktyka w zarządzaniu zróżnicowanymi zespołami pracowników pomogła mi wypracować dość przewrotny i raczej niestandardowy pomysł na to jak nauczyć swoich pracowników ŻYĆ ze stresem, kreatywnie myśleć i konstruktywnie działać nawet w warunkach największego napięcia. Nie uczyłem ludzi jak radzić sobie ze stresem. Uczyłem jak dobrze ŻYĆ ze stresem w tle i działać efektywnie. W życiu managera jest kilka rzeczy pewnych a pojawiający się jak meteor na gwiaździstym niebie biznesu KRYZYS, ten POTWÓR pojawiający się niepodziewanie i w różnych upiornych formatach jest właśnie jedną z tych rzeczy bardzo, bardzo pewnych. Śmierć, podatki i kryzys.

W drugiej części artykułu znajdziesz mój autorski przepis na to jak zbudować solidny okręt kompetencji tak aby twoja załoga codziennie mogła pływać po wzburzonym oceanie stresu…

Powrót do Biblioteki Mentora