Cudowny świat bez kierowników, dyrektorów….

czyli krótka rozprawa o roli managera w organizacji…

Biznes rozwija się dzięki wdrażaniu innowacyjnych pomysłów. Wiele biznesów zostało zamkniętych wskutek wdrożenia innowacyjnych pomysłów. Innowacje zawsze wiążą się z ryzykiem ale niemal zawsze niosą ze sobą obietnicę zysków. Im bardziej nowatorskie rozwiązanie tym większe ryzyko ale też większe potencjalne korzyści w przypadku sukcesu. Prawdopodobnie dlatego managerowie tak lubią innowacje. Prawdopodobnie dlatego też doświadczeni przez życie biznesowe managerowie dość długo myślą zanim wdrożą nowy pomysł który mógłby zrewolucjonizować im całą firmę.

Nowy trend, który pojawił się w biznesie amerykańskim, nie spodoba się jednak wielu spośród doświadczonych  managerów i zapewne zdecydowanej większości tych mniej doświadczonych. „Zwolnić wszystkich managerów” nawołują naukowcy z bardzo renomowanych amerykańskich uniwersytetów, „dajcie ludziom wolność decydowania o swojej pracy” oraz „samozarządzające się organizacje przyszłością biznesu”. Świat naukowy popadł w stan zachwytu, w każdym razie pewna część świata naukowego.

Znaleziono nawet w USA pewną, zatrudniającą ok 400 pracowników, firmę pomidorową której się udało. Założyciel Morning Star nieźle namieszał w środowiskach akademickich ale również pewnych kręgach zarządczych udowadniając, że można stworzyć organizację, w której nie ma kierowników, dyrektorów i managerów, nie ma centralnego budżetu, ani działu kontrolingu a pracownicy sami wyznaczają sobie cele i sami się z nich rozliczają. Rolę managerów przejęli w zakresie operacyjnym sami pracownicy, w zakresie rozliczeniowym zaś komitety pracownicze. Pełna demokracja. Trudno być może uwierzyć ale w tej firmie to naprawdę działa.

Oczywiście firmy doradcze natychmiast podchwyciły rewolucyjny pomysł i ruszyły do swoich klientów z misją oświeconej krucjaty. W Europie proces ukrzyżowania managerów idzie jednak dość opornie. W konserwatywnej Europie top managerowie zastanawiają się czy gdziekolwiek poza amerykańskim środowiskiem biznesowym taki eksperyment miałby szanse się powieść. W samych Stanach Morning Star również nie znalazł zbyt wielu naśladowców choć pokusa zwolnienia tysięcy managerów jest dla każdej korporacji bardzo kusząca, w końcu to kadra managerska jest najpoważniejszą pozycją na liście kosztów osobowych każdej firmy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że zarządzanie jako takie jest najmniej produktywną formą aktywności każdej firmy ponieważ w bezpośredni sposób nie powiększa jej zasobów, zawsze generuje natomiast koszty. Zatem gdyby wyeliminować zarządzanie z działalności firmy, gdyby pracownicy zarządzali się sami zniknęła by z budżetu bardzo poważna pozycja kosztowa a organizacja więcej swego czasu poświęcałaby czystemu procesowi powiększania zysków.

To już nie jest innowacja to prawdziwa rewolucja a rewolucje jak wielokrotnie już pokazała historia, w swej wczesnej fazie, rozwijają się na drodze stonowanej ewolucji aby w fazie dojrzałej osiągnąć pełną zdolność erupcyjną. Idea samozarządzającej się organizacji ma więc pewne szanse by opanować świat biznesu. Pomysł również w Polsce znalazł naśladowców, choć bardzo nielicznych. Powstało nawet oprogramowanie śledzące relacje pracowników w organizacji i wspomagające proces tworzenia samostanowiących o swym bycie biznesowym grup pracowników, którzy sami zarządzają sobą i prowadzonymi projektami. Rola bardzo nielicznych managerów, bo jednak nawet w zdygitalizowanej, samozarządzającej się organizacji jacyś managerowie są potrzebni, została ograniczona do administrowania systemem. Zresztą koncepcja tak właśnie określa managera w nowej formule firmy: administrator systemu. Pracownicy zarządzają i rozliczają się sami a manager- administrator zapewnia jedynie zasoby, rano zapala a wieczorem gasi światło. Nawet bez tej nowatorskiej koncepcji znam pewne polskie firmy które dokładnie tak działają: niby jest manager a jakby go nie było…ale to historia na zupełnie inną opowieść. Genialna koncepcja na początku nigdy nie ma łatwo. Kilkanaście firm w większości bardzo dużych i znanych zdecydowało się wdrożyć eksperyment ale wbrew oczekiwaniom firm doradczych jedynie w pewnym zakresie, w ograniczonych obszarach i pod ścisłą kontrolą znienawidzonych przez koncepcję managerów. Takie podejście istotnie redukuje szansę na wielką rewolucję w biznesie: to trochę jakby wilki doglądały stada owiec. Właściwie cała wielka innowacja została sprowadzona do rozszerzonej i mocno zinformatyzowanej ale dobrze wszystkim managerom znanej, koncepcji pracowniczych grup projektowych.

Niemniej jednak w świecie biznesu oraz w licznych środowiskach akademickich powróciło pytanie o rolę managera w organizacji i szansę na przetrwanie tego zawodu. Dokładnie powróciło pytanie czy ewolucja cyfrowego społeczeństwa wspierana coraz dynamiczniejszym rozwojem środków wsparcia technicznego każdej dziedziny naszego życia pozostawia jeszcze jakąś przestrzeń dla managerów. Zanim odpowiemy na pytanie dlaczego managerowie mogą spać spokojni o przyszłość swego zawodu anegdotka z Japonii która doskonale ilustruje problem. Jak powszechnie wiadomo Japończycy już wiele lat temu postanowili przyspieszyć nadejście czasów kiedy, pozbawione przez automatyzację pracy, masy robotnicze zaczną knuć plany rewolucji społecznej pozbawiającej roboty i programy komputerowe prawa głosu w wirtualnym parlamencie świata. Niemal codziennie, z tego pięknego acz nękanego trzęsieniami ziemi kraju, płyną doniesienia o kolejnych zawodach, w których człowieka zastąpił właśnie robot. Człowiek, a jeszcze częściej duża grupa ludzi została właśnie pozbawiona środków do życia przez kolejnego wyspecjalizowanego, niechorującego, niekapryszącego i niewymagającego niczego poza okresowymi przeglądami robota. Może dlatego Japonia ma bodajże najwyższy na świecie wskaźnik samobójstw związanych z pracą zawodową…lub jej utratą. W ostatnich dniach pojawiło się jednak doniesienie o zgoła innym charakterze: jedna z japońskich restauracji zwolniła właśnie robota-kelnera i w jego miejsce przyjęła kilku kelnerów ludzi. Szok. Setki ludzi i tysiące godzin pracy aby stworzyć idealnego pracownika, robota-kelnera a tu taki nieodpowiedzialny akt dywersji technologicznej: człowiek zastąpił robota. Przecież robot kelnerem był idealnym. Zawsze w pracy, uśmiechnięty, miły bez względu na to ile godzin na nogach i czy widzi szansę na napiwek czy nie, precyzyjny, nigdy nie pomyli zamówienia i twoja partnerka, wojująca wegetarianka nie dostanie na stół niespodzianki w postaci krwistego steka z dinozaura, żadnych głupich żartów…O co tutaj chodzi…? Właśnie o to. Japończycy to generalnie bardzo wyedukowany naród, od pokoleń mądry więc proste rzeczy dziś trudno już przychodzą im do głowy. Zupełnie odmiennie ma się rzecz w Polsce. My Polacy mamy tę demokrację, wolny rynek i naukę o biznesie od tak niedawna, że proste rzeczy są dla nas oczywiste a tych bardzo trudnych pieczołowicie się jeszcze uczymy.

W Polsce nawet właściciel wiejskiej baru, szumnie nazwanego Pabem, choć o Harvardzie zapewne nawet nie słyszał, wie że kelner wchodzi z klientami w interakcje. Między innymi dlatego właśnie chodzimy do restauracji. Ludzie, którzy lubią mniej wyszukane żarty kelnerów, chodzą do tańszych restauracji, ci których stać mają zaś szansę pomyłkowo otrzymać ostrygi zamiast steka z angusa a napiwek i tak trzeba dać żeby następnym razem kelner nie dodał do jedzenia czegoś od siebie…Japończycy musieli zmarnować tysiące roboczogodzin wybitnych specjalistów aby zrozumieć, że ludzie w restauracjach oprócz jedzenia oczekują określonego, specyficznego klimatu, który stworzyć mogą jedynie inni ludzie, w tych restauracjach pracujący. No i kto tu jest sprytniejszy ?

Fakt, iż ludzie funkcjonują prawidłowo i pracują efektywnie jedynie wskutek oddziaływania właściwej dla nich kompozycji interakcji z innymi pracownikami, jest niepodważalny. Równie niepodważalny jest fakt, iż to managerowie zarządzający ludźmi w organizacjach są autorami specyficznych, emocjonalnych kompozycji i od jakości ich pracy w tym zakresie zależy jakość kultury organizacyjnej a w konsekwencji jakość wyników jakie osiąga przedsiębiorstwo. Oczywiście znamy grupy projektowe które latami pracują bez managerów osiągając doskonałe wyniki. Zawsze jednak jest jakiś manager który podjął decyzję o powołaniu takiej grupy, wydelegował zadanie a wcześniej przyjął do pracy i wychowywał zawodowo owej grupy członków. To właśnie czuwający nad kulturą organizacji manager zapewnił zasoby i to on będzie interweniował kiedy ktoś z członków grupy projektowej wpadnie w kłopoty. To właśnie ten manager tworzy klimat w którym ludzie są zdolni pracować i osiągać sukcesy.

Ludzkie zapotrzebowanie na pozytywne emocje jest właśnie tym dlaczego managerowie mogą spać spokojni o przyszłość swego zawodu. Samozarządzające się organizacje niewątpliwie również dostarczyłyby swoim pracownikom emocji. Być może nawet więcej pozytywnych niż negatywnych. Ktoś jednak musi wziąć odpowiedzialność i czuwać aby sprawy toczyły się we właściwym kierunku. Taka jest główna rola managera i żadna odpowiedzialność zbiorowa samozarządzającej się organizacji managera w tej roli nie zastąpi.

Biznes rozwija się dzięki wdrażaniu innowacyjnych pomysłów. Wiele biznesów zostało zamkniętych wskutek wdrożenia innowacyjnych pomysłów. Innowacje zawsze wiążą się z ryzykiem ale niemal zawsze niosą ze sobą obietnicę zysków. Im bardziej nowatorskie rozwiązanie tym większe ryzyko ale też większe potencjalne korzyści w przypadku sukcesu. Prawdopodobnie dlatego managerowie tak lubią innowacje. Prawdopodobnie dlatego też doświadczeni przez życie biznesowe managerowie dość długo myślą zanim wdrożą nowy pomysł który mógłby zrewolucjonizować im całą firmę.

Nowy trend, który pojawił się w biznesie amerykańskim, nie spodoba się jednak wielu spośród doświadczonych  managerów i zapewne zdecydowanej większości tych mniej doświadczonych. „Zwolnić wszystkich managerów” nawołują naukowcy z bardzo renomowanych amerykańskich uniwersytetów, „dajcie ludziom wolność decydowania o swojej pracy” oraz „samozarządzające się organizacje przyszłością biznesu”. Świat naukowy popadł w stan zachwytu, w każdym razie pewna część świata naukowego.

Znaleziono nawet w USA pewną, zatrudniającą ok 400 pracowników, firmę pomidorową której się udało. Założyciel Morning Star nieźle namieszał w środowiskach akademickich ale również pewnych kręgach zarządczych udowadniając, że można stworzyć organizację, w której nie ma kierowników, dyrektorów i managerów, nie ma centralnego budżetu, ani działu kontrolingu a pracownicy sami wyznaczają sobie cele i sami się z nich rozliczają. Rolę managerów przejęli w zakresie operacyjnym sami pracownicy, w zakresie rozliczeniowym zaś komitety pracownicze. Pełna demokracja. Trudno być może uwierzyć ale w tej firmie to naprawdę działa.

Oczywiście firmy doradcze natychmiast podchwyciły rewolucyjny pomysł i ruszyły do swoich klientów z misją oświeconej krucjaty. W Europie proces ukrzyżowania managerów idzie jednak dość opornie. W konserwatywnej Europie top managerowie zastanawiają się czy gdziekolwiek poza amerykańskim środowiskiem biznesowym taki eksperyment miałby szanse się powieść. W samych Stanach Morning Star również nie znalazł zbyt wielu naśladowców choć pokusa zwolnienia tysięcy managerów jest dla każdej korporacji bardzo kusząca, w końcu to kadra managerska jest najpoważniejszą pozycją na liście kosztów osobowych każdej firmy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że zarządzanie jako takie jest najmniej produktywną formą aktywności każdej firmy ponieważ w bezpośredni sposób nie powiększa jej zasobów, zawsze generuje natomiast koszty. Zatem gdyby wyeliminować zarządzanie z działalności firmy, gdyby pracownicy zarządzali się sami zniknęła by z budżetu bardzo poważna pozycja kosztowa a organizacja więcej swego czasu poświęcałaby czystemu procesowi powiększania zysków.

To już nie jest innowacja to prawdziwa rewolucja a rewolucje jak wielokrotnie już pokazała historia, w swej wczesnej fazie, rozwijają się na drodze stonowanej ewolucji aby w fazie dojrzałej osiągnąć pełną zdolność erupcyjną. Idea samozarządzającej się organizacji ma więc pewne szanse by opanować świat biznesu. Pomysł również w Polsce znalazł naśladowców, choć bardzo nielicznych. Powstało nawet oprogramowanie śledzące relacje pracowników w organizacji i wspomagające proces tworzenia samostanowiących o swym bycie biznesowym grup pracowników, którzy sami zarządzają sobą i prowadzonymi projektami. Rola bardzo nielicznych managerów, bo jednak nawet w zdygitalizowanej, samozarządzającej się organizacji jacyś managerowie są potrzebni, została ograniczona do administrowania systemem. Zresztą koncepcja tak właśnie określa managera w nowej formule firmy: administrator systemu. Pracownicy zarządzają i rozliczają się sami a manager- administrator zapewnia jedynie zasoby, rano zapala a wieczorem gasi światło. Nawet bez tej nowatorskiej koncepcji znam pewne polskie firmy które dokładnie tak działają: niby jest manager a jakby go nie było…ale to historia na zupełnie inną opowieść. Genialna koncepcja na początku nigdy nie ma łatwo. Kilkanaście firm w większości bardzo dużych i znanych zdecydowało się wdrożyć eksperyment ale wbrew oczekiwaniom firm doradczych jedynie w pewnym zakresie, w ograniczonych obszarach i pod ścisłą kontrolą znienawidzonych przez koncepcję managerów. Takie podejście istotnie redukuje szansę na wielką rewolucję w biznesie: to trochę jakby wilki doglądały stada owiec. Właściwie cała wielka innowacja została sprowadzona do rozszerzonej i mocno zinformatyzowanej ale dobrze wszystkim managerom znanej, koncepcji pracowniczych grup projektowych.

Niemniej jednak w świecie biznesu oraz w licznych środowiskach akademickich powróciło pytanie o rolę managera w organizacji i szansę na przetrwanie tego zawodu. Dokładnie powróciło pytanie czy ewolucja cyfrowego społeczeństwa wspierana coraz dynamiczniejszym rozwojem środków wsparcia technicznego każdej dziedziny naszego życia pozostawia jeszcze jakąś przestrzeń dla managerów. Zanim odpowiemy na pytanie dlaczego managerowie mogą spać spokojni o przyszłość swego zawodu anegdotka z Japonii która doskonale ilustruje problem. Jak powszechnie wiadomo Japończycy już wiele lat temu postanowili przyspieszyć nadejście czasów kiedy, pozbawione przez automatyzację pracy, masy robotnicze zaczną knuć plany rewolucji społecznej pozbawiającej roboty i programy komputerowe prawa głosu w wirtualnym parlamencie świata. Niemal codziennie, z tego pięknego acz nękanego trzęsieniami ziemi kraju, płyną doniesienia o kolejnych zawodach, w których człowieka zastąpił właśnie robot. Człowiek, a jeszcze częściej duża grupa ludzi została właśnie pozbawiona środków do życia przez kolejnego wyspecjalizowanego, niechorującego, niekapryszącego i niewymagającego niczego poza okresowymi przeglądami robota. Może dlatego Japonia ma bodajże najwyższy na świecie wskaźnik samobójstw związanych z pracą zawodową…lub jej utratą. W ostatnich dniach pojawiło się jednak doniesienie o zgoła innym charakterze: jedna z japońskich restauracji zwolniła właśnie robota-kelnera i w jego miejsce przyjęła kilku kelnerów ludzi. Szok. Setki ludzi i tysiące godzin pracy aby stworzyć idealnego pracownika, robota-kelnera a tu taki nieodpowiedzialny akt dywersji technologicznej: człowiek zastąpił robota. Przecież robot kelnerem był idealnym. Zawsze w pracy, uśmiechnięty, miły bez względu na to ile godzin na nogach i czy widzi szansę na napiwek czy nie, precyzyjny, nigdy nie pomyli zamówienia i twoja partnerka, wojująca wegetarianka nie dostanie na stół niespodzianki w postaci krwistego steka z dinozaura, żadnych głupich żartów…O co tutaj chodzi…? Właśnie o to. Japończycy to generalnie bardzo wyedukowany naród, od pokoleń mądry więc proste rzeczy dziś trudno już przychodzą im do głowy. Zupełnie odmiennie ma się rzecz w Polsce. My Polacy mamy tę demokrację, wolny rynek i naukę o biznesie od tak niedawna, że proste rzeczy są dla nas oczywiste a tych bardzo trudnych pieczołowicie się jeszcze uczymy.

W Polsce nawet właściciel wiejskiej baru, szumnie nazwanego Pabem, choć o Harvardzie zapewne nawet nie słyszał, wie że kelner wchodzi z klientami w interakcje. Między innymi dlatego właśnie chodzimy do restauracji. Ludzie, którzy lubią mniej wyszukane żarty kelnerów, chodzą do tańszych restauracji, ci których stać mają zaś szansę pomyłkowo otrzymać ostrygi zamiast steka z angusa a napiwek i tak trzeba dać żeby następnym razem kelner nie dodał do jedzenia czegoś od siebie…Japończycy musieli zmarnować tysiące roboczogodzin wybitnych specjalistów aby zrozumieć, że ludzie w restauracjach oprócz jedzenia oczekują określonego, specyficznego klimatu, który stworzyć mogą jedynie inni ludzie, w tych restauracjach pracujący. No i kto tu jest sprytniejszy ?

Fakt, iż ludzie funkcjonują prawidłowo i pracują efektywnie jedynie wskutek oddziaływania właściwej dla nich kompozycji interakcji z innymi pracownikami, jest niepodważalny. Równie niepodważalny jest fakt, iż to managerowie zarządzający ludźmi w organizacjach są autorami specyficznych, emocjonalnych kompozycji i od jakości ich pracy w tym zakresie zależy jakość kultury organizacyjnej a w konsekwencji jakość wyników jakie osiąga przedsiębiorstwo. Oczywiście znamy grupy projektowe które latami pracują bez managerów osiągając doskonałe wyniki. Zawsze jednak jest jakiś manager który podjął decyzję o powołaniu takiej grupy, wydelegował zadanie a wcześniej przyjął do pracy i wychowywał zawodowo owej grupy członków. To właśnie czuwający nad kulturą organizacji manager zapewnił zasoby i to on będzie interweniował kiedy ktoś z członków grupy projektowej wpadnie w kłopoty. To właśnie ten manager tworzy klimat w którym ludzie są zdolni pracować i osiągać sukcesy.

Ludzkie zapotrzebowanie na pozytywne emocje jest właśnie tym dlaczego managerowie mogą spać spokojni o przyszłość swego zawodu. Samozarządzające się organizacje niewątpliwie również dostarczyłyby swoim pracownikom emocji. Być może nawet więcej pozytywnych niż negatywnych. Ktoś jednak musi wziąć odpowiedzialność i czuwać aby sprawy toczyły się we właściwym kierunku. Taka jest główna rola managera i żadna odpowiedzialność zbiorowa samozarządzającej się organizacji managera w tej roli nie zastąpi.

Powrót do Biblioteki Mentora