Potęga negatywnego myślenia…

czyli o tym, że w biznesie myślenie samo w sobie jest już wartością…

Potęga pozytywnego myślenia to ulubiony temat publikacji popełnianych przez wszelkiej maści guru biznesu. Również autorytety naukowe, wielokrotnie i bardzo  szeroko, zaznaczyły swoją obecność we wszechświecie publikacji licznymi pracami w tym temacie. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że wiele jeszcze o potędze myślenia pozytywami zostanie napisane i powiedziane. Nic w tym dziwnego, udokumentowano w końcu, iż to ulubione dziecko publicystów, poprzez swój głęboko motywujący charakterek zrobiło biznesowi dużo dobrego na przestrzeni licznych wieków czyli od kiedy istnieje pojęcie biznesu. A pojęcie biznesu długo, już bardzo długo błąka się po świecie. Przecież już ludzie jaskiniowi, w tym neandertalczycy, robili pierwsze bardzo udane biznesy np. proces wymiany samiczej sympatii na smaczne, świeże mięsko przynoszone do tychże jaskiń przez pachnące… leśnym wiatrem, kudłate kulki testosteronu. Skoro zgodnie uznajemy, że temat pozytywnego myślenia został już wystarczająco dobrze ugrillowany przez biznesowych guru i naukowe autorytety, zajmijmy się myśleniem negatywnym. Standardowo, ludzie nauki uparcie twierdzą, że wszystko co negatywne to złe i należy w kosmos odstrzelić. Czy aby jednak na pewno ?

Czy twierdzenie, że negatywne myślenie jest w biznesie tylko szkodliwe, nie jest przypadkiem w równym stopniu uprzedzeniem na tle rasowym w stosunku do tegoż myślenia nie pozytywnego, co wołającym o pomstę do biznesowych niebios spłaszczeniem tematu ? Czy na pewno powinniśmy bezkrytycznie wierzyć, ubranym w szaty autorytetu, piewcom potęgi pozytywnego myślenia, że pierwszym krokiem do sukcesu jest pozbycie się z organizmu wszelkich objawów myślenia negatywnego? Ten artykuł jest próbą, popartej twardymi przykładami, polemiki z tym, prawdopodobnie najszerzej rozpowszechnionym w biznesie, poglądem.

Zacznijmy od ewolucji bo to ona ukształtowała coś tak niestabilnego jak charakter osobowy współczesnego człowieka a w konsekwencji to ona najbardziej wpłynęła na ludzkie zachowania. Ludzkie więc czasem również managerskie ;-). Jeszcze na długo, przed tym cudownym momentem, kiedy neandertalczyk odkrył, iż  nieskonsumowana nadwyżka, właśnie zdobytego, smacznego mięska może posłużyć jako obiekt bardzo obiecującej wymiany towarowej, Natura odkryła, że rodzaj, wtedy jeszcze przedludzki, podobnie zresztą jak zwierzątka wszelkiej innej maści, częściej jest zagrożony czynnikami zewnętrznymi niż zagrożony nimi nie jest. Po takim, istotnym dla przyszłości ludzkiego gatunku spostrzeżeniu, Natura zaprzęgła do pracy ewolucję a ta zrobiło to co potrafi najlepiej czyli wyposażyła gatunek, przedludzki jeszcze wtedy, w mechanizm pozwalający stan zagrożenia wykryć i stosownie zareagować. Matka Natura, w procesie ewolucyjnego rozwoju wykreowała w ludzkich umysłach pewnego rodzaju bio-radar, który wykrywa zagrożenia a więc potencjalnie negatywne w skutkach stany otoczenia. Mechanizm ten u zdecydowanej większości ludzi działa do dziś.

Matka Natura poszła dalej i rękami ewolucji nauczyła ludzki umysł, na bardzo wczesnym jego stadium rozwoju, myślenia negatywnego: nie zawsze jest pięknie i dobrze, czasem bywa źle, źle jest wtedy i wtedy, jak jest źle to trzeba walczyć albo uciekać, jedno i drugie choć przynosi pozytywne skutki, jest nieprzyjemne a więc złe…i tak dalej. Rodzaj przedludzki, a potem ludzki też, przetrwał właśnie dlatego że Matka Natura pierwsza doceniła potęgę negatywnego myślenia. To właśnie mechanizm sprzęgający bio-radar wyczulony na zagrożenia oraz negatywne myślenie pozwalające przewidywać potencjalne konsekwencje zagrożeń przez tysiąclecia pozwalały ludziom unikać globalnego unicestwienia. Nasuwa się zatem pytanie dlaczego w czasach współczesnych liczni gurowie i autoryteci chcą tę dobrą robotę Matce Naturze zepsuć. Czyżby wiedzieli lepiej ? Lepiej niż nasza własna Matka Natura, we własnej osobie ??? Nawet nie chcę się zastanawiać co się stanie kiedy Matka Natura, sfrustrowana poprawianiem jej udanego dzieła, znów zaprzęgnie do pracy ewolucję. Tym razem żeby temat odkręcić i pozwolić nam się wyłącznie cieszyć światem pełnym samych tylko pozytywów. Przynajmniej dopóki pierwsze napotkane, poważniejsze zagrożenie nas nie zabije.

W biznesie jak w życiu piękne są tylko chwile i dla tych właśnie chwil warto żyć. Wielu ludzi biznesu spostrzegło już, że interwały pomiędzy pięknymi chwilami są coraz dłuższe a las niebezpieczeństw jaki trzeba przejść miedzy jednym uniesieniem a drugim jest coraz ciemniejszy. Coraz więcej jest też zagrożeń dla biznesu a one same w sobie są coraz poważniejsze. I tutaj, rozwinięty i doświadczony homo biznesus, ma dwie drogi postępowania. Pierwsza to posłuchać Matki Natury i docenić potęgę negatywnego myślenia rozpoznając i niwelując niebezpieczeństwa, druga to bezkrytycznie posłuchać jakże licznych gurów i autorytetów, piewców potęgi pozytywnego nastawienia i poczekać na Matki naszej kochanej nieunikniona zemstę. W temacie teorii ewolucji to by było na tyle. Czas teraz na odrobinę twardej biznesowej praktyki.

Przykład z mojego ulubionego obszaru: budowanie zespołów pracowniczych. Energetyzujący dla zespółu pracowników, charyzmatyczny szef-wizjoner. Marzenie każdej firmy. Pracownicy kochają i nienawidzą takich szefów jednocześnie. Kochają charyzmę i wizję a nienawidzą charyzmatycznej metody i bezkompromisowej realizacji tejże wizji. Ale zawsze za takim szefem pójdą choćby na kraniec świata. Taki szef ma w sobie to coś co ludzie odczuwają jako naturalne przywództwo. Dla firmy szczęśliwej, posiadaniem charyzmatycznego szefa-wizjonera, jest tylko jedna zagadka: co jest na krańcu świata. Tam może być marchewkowe pole albo pustynia pełna szalejących z głodu bestii. Charyzmatyczny, pełen odkrywczych wizji rozwoju, umysł szefa-wizjonera nawet na chwilę nie zatrzyma się nad potokiem refleksji, bez wahania poprowadzi zapatrzone w niego stadko na kraniec świata bo potęga pozytywnego myślenia zjadła na śniadanie jego bio-radar do spraw zagrożeń. Wtedy właśnie na scenie zjawia się doradca personalny, przedstawiciel gatunku doświadczonego w budowaniu skutecznych zespołów pracowniczych. On wie, że żadna firma bez charyzmatycznego i wizjonerskiego sposobu zarządzania nie ma szans na to aby stać się liderem w swojej kategorii. Doradca zna jednak statystyki które nieubłaganie pokazują, że na biznesowej mapie świata zdecydowanie więcej jest pustyni pełnych głodnych bestii niż urodzajnych, rajskich wysp. Cóż zatem zarekomenduje doświadczony doradca ? Można spokojnie obstawiać, że zarekomenduje uzupełnienie zespołu zarządzającego o managera, wyspecjalizowanego w wyszukiwaniu problemów.

Takie tandemy rakieta-manager-wizjoner i manager-martwa-ryba w roli hamulcowego często odnoszą spektakularne sukcesy, prowadząc biznes w sposób kreatywny i nowatorski, jednocześnie skutecznie unikając poważniejszych pułapek biznesowych.  W moich zespołach pracowniczych taką rolę pełnił zazwyczaj główny księgowy lub dyrektor finansowy. Wiadra lodowatej, analitycznej wody wylewane na wrzącą lawę moich genialnych, nowatorskich pomysłów zawsze doprowadzały mnie do szału. Lodowe góry zagrożeń jakie znajdował analityczny umysł księgowego zawsze zmuszały mnie do rozwinięcia moich genialnych idei również w kierunku systemów bezpieczeństwa podpiętych pod nowe pomysły. I to po prostu działało. Podobne tandemy managerskie powszechnie spotykane są w firmach z branż tzw. nowych technologii. Tutaj rynek wygrać można jedynie przełomowym pomysłem i charyzmatycznym wykonaniem ale zagrożenia przypisane do branży są tak duże, że stabilny rozwój biznesu gwarantuje jedynie specyficzna kombinacja potęg pozytywnego i negatywnego myślenia. Takie łączenie ról sprawdza się doskonale na wszystkich szczeblach organizacyjnej drabinki. Montując team dla realizacji ciekawego projektu marketingowego zbierz jak najwięcej ludzi którzy potrafią z kosza na śmieci, spinacza biurowego i gumy do żucia zmontować helikopter i gotowi są nim przelecieć Wielki Kanion. Nie zapomnij jednak podpiąć do zespołu jakiegoś negatywa-analityka. On jedyny zabierze ze sobą spadochrony. Dla całego zespołu. Tak na wszelki wypadek.

Na koniec jeden dobry przykład na to że potęga negatywnego myślenia potrafi czasem potężnie zaszkodzić. Znałem firmę prowadzoną przez jednoosobowy, charyzmatyczny wulkan kreatywności. Zespół pracowniczy, skompletowany jak najlepsza orkiestra, niemal z samych gwiazd, czasami miał problem żeby nadążyć za błyskawicznym umysłem szefa. Wyprzedzające konkurencję o epokę pomysły szefa zawsze były jednak kontestowane. Rolę kamikadze przyjął na siebie dyrektor operacyjny firmy. Ukochane koło ratunkowe dla ledwie nadążających pracowników i znienawidzony wóz strażacki dla szalejącego pożaru twórczych idei szefa. Dzięki szefowi firma parła do przodu jak rozwścieczony nosorożec, dzięki obiekcjom dyrektora operacyjnego unikała licznych, branżowych pułapek. Jaki kryzys, jaka konkurencja, jakie złe czasy. Szef, z wielkim aplauzem dobrze wynagradzanych pracowników, podjął decyzję, że w tym kryzysie jego firma nie bierze udziału. I tak było latami, aż szef się skończył. Pasja zjadła serce a zawał zrobił resztę. Firma bardzo uroczyście pożegnała szefa a życie musiało toczyć się dalej. Właściciele spółki zaproponowali prowadzenie firmy dyrektorowi operacyjnemu, w końcu był pierwszy po bogu, miał niesamowity autorytet wśród pracowników i najlepszą ze wszystkich wiedzę a firmie. I to był koniec dobrych czasów.

Nowy dyrektor przez pół roku nie puścił do realizacji ani jednego projektu. Kolejne zespoły projektowe przynosiły kolejne briefy a on w każdym znajdował jakiś słaby punkt. I to zawsze był koniec projektu. Ten człowiek, jakże wartościowy pół roku temu, jako członek dwu osobowego teamu zarządzającego biznesem, teraz występując w roli lidera niemal przewrócił firmę. Doprowadził biznes na krawędź robiąc to co do tej pory zawsze robił najlepiej: kwestionując pomysły. Problem w tym, że teraz zabrakło w organizacji kogoś kto by powiedział tak jak zwykł mówić poprzedni, charyzmatyczny szef: „ok, uwzględnimy twoje uzasadnione obiekcje w planie wykonawczym projektu ale bierzemy się szybko za realizację bo czas stygnie”.

W biznesie jak w życiu najważniejsze jest dobre dopasowanie. Głębszy przegląd zadań jakie stoją przed organizacją oraz analiza środowiska biznesowego w jakim firmie przyjdzie te zadania realizować  pozwolą określić poszczególne role jakie przyjdzie odegrać zespołowi pracowniczemu oraz managerom.  Definicja ról jest zaś pierwszym, koniecznym krokiem do budowy efektywnego zespołu pracowników. Kiedy już rozpiszesz scenariusz sukcesu dla twojej firmy i zaczniesz casting aktorów, koniecznie zadbaj o obsadzenie w kluczowych rolach  ludzi myślących odważnie i kreatynie, ludzi z bardzo pozytywnym wizerunkiem swojej osoby i świata. Nie zapomnij również o zatrudnieniu kilku osób, które ze względu na predyspozycje, charakter pracy czy doświadczenie zawodowe wspomogą sukces twojej firmy potęgą negatywnego myślenia.

 

Potęga pozytywnego myślenia to ulubiony temat publikacji popełnianych przez wszelkiej maści guru biznesu. Również autorytety naukowe, wielokrotnie i bardzo  szeroko, zaznaczyły swoją obecność we wszechświecie publikacji licznymi pracami w tym temacie. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że wiele jeszcze o potędze myślenia pozytywami zostanie napisane i powiedziane. Nic w tym dziwnego, udokumentowano w końcu, iż to ulubione dziecko publicystów, poprzez swój głęboko motywujący charakterek zrobiło biznesowi dużo dobrego na przestrzeni licznych wieków czyli od kiedy istnieje pojęcie biznesu. A pojęcie biznesu długo, już bardzo długo błąka się po świecie. Przecież już ludzie jaskiniowi, w tym neandertalczycy, robili pierwsze bardzo udane biznesy np. proces wymiany samiczej sympatii na smaczne, świeże mięsko przynoszone do tychże jaskiń przez pachnące… leśnym wiatrem, kudłate kulki testosteronu. Skoro zgodnie uznajemy, że temat pozytywnego myślenia został już wystarczająco dobrze ugrillowany przez biznesowych guru i naukowe autorytety, zajmijmy się myśleniem negatywnym. Standardowo, ludzie nauki uparcie twierdzą, że wszystko co negatywne to złe i należy w kosmos odstrzelić. Czy aby jednak na pewno ?

Czy twierdzenie, że negatywne myślenie jest w biznesie tylko szkodliwe, nie jest przypadkiem w równym stopniu uprzedzeniem na tle rasowym w stosunku do tegoż myślenia nie pozytywnego, co wołającym o pomstę do biznesowych niebios spłaszczeniem tematu ? Czy na pewno powinniśmy bezkrytycznie wierzyć, ubranym w szaty autorytetu, piewcom potęgi pozytywnego myślenia, że pierwszym krokiem do sukcesu jest pozbycie się z organizmu wszelkich objawów myślenia negatywnego? Ten artykuł jest próbą, popartej twardymi przykładami, polemiki z tym, prawdopodobnie najszerzej rozpowszechnionym w biznesie, poglądem.

Zacznijmy od ewolucji bo to ona ukształtowała coś tak niestabilnego jak charakter osobowy współczesnego człowieka a w konsekwencji to ona najbardziej wpłynęła na ludzkie zachowania. Ludzkie więc czasem również managerskie ;-). Jeszcze na długo, przed tym cudownym momentem, kiedy neandertalczyk odkrył, iż  nieskonsumowana nadwyżka, właśnie zdobytego, smacznego mięska może posłużyć jako obiekt bardzo obiecującej wymiany towarowej, Natura odkryła, że rodzaj, wtedy jeszcze przedludzki, podobnie zresztą jak zwierzątka wszelkiej innej maści, częściej jest zagrożony czynnikami zewnętrznymi niż zagrożony nimi nie jest. Po takim, istotnym dla przyszłości ludzkiego gatunku spostrzeżeniu, Natura zaprzęgła do pracy ewolucję a ta zrobiło to co potrafi najlepiej czyli wyposażyła gatunek, przedludzki jeszcze wtedy, w mechanizm pozwalający stan zagrożenia wykryć i stosownie zareagować. Matka Natura, w procesie ewolucyjnego rozwoju wykreowała w ludzkich umysłach pewnego rodzaju bio-radar, który wykrywa zagrożenia a więc potencjalnie negatywne w skutkach stany otoczenia. Mechanizm ten u zdecydowanej większości ludzi działa do dziś.

Matka Natura poszła dalej i rękami ewolucji nauczyła ludzki umysł, na bardzo wczesnym jego stadium rozwoju, myślenia negatywnego: nie zawsze jest pięknie i dobrze, czasem bywa źle, źle jest wtedy i wtedy, jak jest źle to trzeba walczyć albo uciekać, jedno i drugie choć przynosi pozytywne skutki, jest nieprzyjemne a więc złe…i tak dalej. Rodzaj przedludzki, a potem ludzki też, przetrwał właśnie dlatego że Matka Natura pierwsza doceniła potęgę negatywnego myślenia. To właśnie mechanizm sprzęgający bio-radar wyczulony na zagrożenia oraz negatywne myślenie pozwalające przewidywać potencjalne konsekwencje zagrożeń przez tysiąclecia pozwalały ludziom unikać globalnego unicestwienia. Nasuwa się zatem pytanie dlaczego w czasach współczesnych liczni gurowie i autoryteci chcą tę dobrą robotę Matce Naturze zepsuć. Czyżby wiedzieli lepiej ? Lepiej niż nasza własna Matka Natura, we własnej osobie ??? Nawet nie chcę się zastanawiać co się stanie kiedy Matka Natura, sfrustrowana poprawianiem jej udanego dzieła, znów zaprzęgnie do pracy ewolucję. Tym razem żeby temat odkręcić i pozwolić nam się wyłącznie cieszyć światem pełnym samych tylko pozytywów. Przynajmniej dopóki pierwsze napotkane, poważniejsze zagrożenie nas nie zabije.

W biznesie jak w życiu piękne są tylko chwile i dla tych właśnie chwil warto żyć. Wielu ludzi biznesu spostrzegło już, że interwały pomiędzy pięknymi chwilami są coraz dłuższe a las niebezpieczeństw jaki trzeba przejść miedzy jednym uniesieniem a drugim jest coraz ciemniejszy. Coraz więcej jest też zagrożeń dla biznesu a one same w sobie są coraz poważniejsze. I tutaj, rozwinięty i doświadczony homo biznesus, ma dwie drogi postępowania. Pierwsza to posłuchać Matki Natury i docenić potęgę negatywnego myślenia rozpoznając i niwelując niebezpieczeństwa, druga to bezkrytycznie posłuchać jakże licznych gurów i autorytetów, piewców potęgi pozytywnego nastawienia i poczekać na Matki naszej kochanej nieunikniona zemstę. W temacie teorii ewolucji to by było na tyle. Czas teraz na odrobinę twardej biznesowej praktyki.

Przykład z mojego ulubionego obszaru: budowanie zespołów pracowniczych. Energetyzujący dla zespółu pracowników, charyzmatyczny szef-wizjoner. Marzenie każdej firmy. Pracownicy kochają i nienawidzą takich szefów jednocześnie. Kochają charyzmę i wizję a nienawidzą charyzmatycznej metody i bezkompromisowej realizacji tejże wizji. Ale zawsze za takim szefem pójdą choćby na kraniec świata. Taki szef ma w sobie to coś co ludzie odczuwają jako naturalne przywództwo. Dla firmy szczęśliwej, posiadaniem charyzmatycznego szefa-wizjonera, jest tylko jedna zagadka: co jest na krańcu świata. Tam może być marchewkowe pole albo pustynia pełna szalejących z głodu bestii. Charyzmatyczny, pełen odkrywczych wizji rozwoju, umysł szefa-wizjonera nawet na chwilę nie zatrzyma się nad potokiem refleksji, bez wahania poprowadzi zapatrzone w niego stadko na kraniec świata bo potęga pozytywnego myślenia zjadła na śniadanie jego bio-radar do spraw zagrożeń. Wtedy właśnie na scenie zjawia się doradca personalny, przedstawiciel gatunku doświadczonego w budowaniu skutecznych zespołów pracowniczych. On wie, że żadna firma bez charyzmatycznego i wizjonerskiego sposobu zarządzania nie ma szans na to aby stać się liderem w swojej kategorii. Doradca zna jednak statystyki które nieubłaganie pokazują, że na biznesowej mapie świata zdecydowanie więcej jest pustyni pełnych głodnych bestii niż urodzajnych, rajskich wysp. Cóż zatem zarekomenduje doświadczony doradca ? Można spokojnie obstawiać, że zarekomenduje uzupełnienie zespołu zarządzającego o managera, wyspecjalizowanego w wyszukiwaniu problemów.

Takie tandemy rakieta-manager-wizjoner i manager-martwa-ryba w roli hamulcowego często odnoszą spektakularne sukcesy, prowadząc biznes w sposób kreatywny i nowatorski, jednocześnie skutecznie unikając poważniejszych pułapek biznesowych.  W moich zespołach pracowniczych taką rolę pełnił zazwyczaj główny księgowy lub dyrektor finansowy. Wiadra lodowatej, analitycznej wody wylewane na wrzącą lawę moich genialnych, nowatorskich pomysłów zawsze doprowadzały mnie do szału. Lodowe góry zagrożeń jakie znajdował analityczny umysł księgowego zawsze zmuszały mnie do rozwinięcia moich genialnych idei również w kierunku systemów bezpieczeństwa podpiętych pod nowe pomysły. I to po prostu działało. Podobne tandemy managerskie powszechnie spotykane są w firmach z branż tzw. nowych technologii. Tutaj rynek wygrać można jedynie przełomowym pomysłem i charyzmatycznym wykonaniem ale zagrożenia przypisane do branży są tak duże, że stabilny rozwój biznesu gwarantuje jedynie specyficzna kombinacja potęg pozytywnego i negatywnego myślenia. Takie łączenie ról sprawdza się doskonale na wszystkich szczeblach organizacyjnej drabinki. Montując team dla realizacji ciekawego projektu marketingowego zbierz jak najwięcej ludzi którzy potrafią z kosza na śmieci, spinacza biurowego i gumy do żucia zmontować helikopter i gotowi są nim przelecieć Wielki Kanion. Nie zapomnij jednak podpiąć do zespołu jakiegoś negatywa-analityka. On jedyny zabierze ze sobą spadochrony. Dla całego zespołu. Tak na wszelki wypadek.

Na koniec jeden dobry przykład na to że potęga negatywnego myślenia potrafi czasem potężnie zaszkodzić. Znałem firmę prowadzoną przez jednoosobowy, charyzmatyczny wulkan kreatywności. Zespół pracowniczy, skompletowany jak najlepsza orkiestra, niemal z samych gwiazd, czasami miał problem żeby nadążyć za błyskawicznym umysłem szefa. Wyprzedzające konkurencję o epokę pomysły szefa zawsze były jednak kontestowane. Rolę kamikadze przyjął na siebie dyrektor operacyjny firmy. Ukochane koło ratunkowe dla ledwie nadążających pracowników i znienawidzony wóz strażacki dla szalejącego pożaru twórczych idei szefa. Dzięki szefowi firma parła do przodu jak rozwścieczony nosorożec, dzięki obiekcjom dyrektora operacyjnego unikała licznych, branżowych pułapek. Jaki kryzys, jaka konkurencja, jakie złe czasy. Szef, z wielkim aplauzem dobrze wynagradzanych pracowników, podjął decyzję, że w tym kryzysie jego firma nie bierze udziału. I tak było latami, aż szef się skończył. Pasja zjadła serce a zawał zrobił resztę. Firma bardzo uroczyście pożegnała szefa a życie musiało toczyć się dalej. Właściciele spółki zaproponowali prowadzenie firmy dyrektorowi operacyjnemu, w końcu był pierwszy po bogu, miał niesamowity autorytet wśród pracowników i najlepszą ze wszystkich wiedzę a firmie. I to był koniec dobrych czasów.

Nowy dyrektor przez pół roku nie puścił do realizacji ani jednego projektu. Kolejne zespoły projektowe przynosiły kolejne briefy a on w każdym znajdował jakiś słaby punkt. I to zawsze był koniec projektu. Ten człowiek, jakże wartościowy pół roku temu, jako członek dwu osobowego teamu zarządzającego biznesem, teraz występując w roli lidera niemal przewrócił firmę. Doprowadził biznes na krawędź robiąc to co do tej pory zawsze robił najlepiej: kwestionując pomysły. Problem w tym, że teraz zabrakło w organizacji kogoś kto by powiedział tak jak zwykł mówić poprzedni, charyzmatyczny szef: „ok, uwzględnimy twoje uzasadnione obiekcje w planie wykonawczym projektu ale bierzemy się szybko za realizację bo czas stygnie”.

W biznesie jak w życiu najważniejsze jest dobre dopasowanie. Głębszy przegląd zadań jakie stoją przed organizacją oraz analiza środowiska biznesowego w jakim firmie przyjdzie te zadania realizować  pozwolą określić poszczególne role jakie przyjdzie odegrać zespołowi pracowniczemu oraz managerom.  Definicja ról jest zaś pierwszym, koniecznym krokiem do budowy efektywnego zespołu pracowników. Kiedy już rozpiszesz scenariusz sukcesu dla twojej firmy i zaczniesz casting aktorów, koniecznie zadbaj o obsadzenie w kluczowych rolach  ludzi myślących odważnie i kreatynie, ludzi z bardzo pozytywnym wizerunkiem swojej osoby i świata. Nie zapomnij również o zatrudnieniu kilku osób, które ze względu na predyspozycje, charakter pracy czy doświadczenie zawodowe wspomogą sukces twojej firmy potęgą negatywnego myślenia.

 

Powrót do Biblioteki Mentora