Robercik naprawia świat…

czyli krótki traktat o managerskiej bezsilności wobec niezwyciężonych sił natury…

Miałem kiedyś kolegę, Robercika dajmy na to. Prawie każdy miał kiedyś jakiegoś kolegę, niektórzy mieli nawet kilku kolegów a niektórzy do dziś mają kolegów choć zawodowo są skutecznymi managerami odnoszącymi denerwujące dla otoczenia sukcesy. Mój Robercik,  już jako handlowiec, wyróżniał się nieprzeciętnym sprytem, który życzliwi mu rodzice określali jako wrodzoną inteligencję. Rzecz działa się w latach dziewięćdziesiątych, kolejne zachodnie firmy wchodziły na polski rynek z szerokim portfolio nowych produktów i pakietami szkoleń dla pracowników chętnych podjąć wyzwanie i piąć się po długich drabinach korporacyjnego sukcesu. Motywem przewodnim ówczesnych szkoleń był amerykański sen: jeśli tylko bardzo chcesz osiągniesz wszystko czego zapragniesz, zupełnie i całkowicie WSZYSTKO. Ja na przykład, wtedy początkujący handlowiec, bardzo chciałem być prezesem dużej firmy i jeździć Ferrari. Dopiero kilkanaście lat później, po pracowitym wdrapaniu się na kolejny karierowy szczyt, dowiedziałem się, że tylko bardzo niektórzy prezesi jeżdżą Ferrari ale o tym może innym razem…

Robercik bardzo chciał, miał wrodzoną inteligencję a teraz dodatkowo dostał silne wsparcie w postaci solidnego, korporacyjnego prania mózgu. Porażka nie miała żadnych szans. Pierwsze objawy wielkiego sukcesu pojawiły się niemal natychmiast po zakażeniu robercikowego umysłu treściami szkoleniowymi: szybki awans na kierownika regionu i dwóch podwładnych. Robercik sam dużo sprzedawał, cisnął też swoich dwóch nieszczęśników tak mocno jak tylko etyka managerska pozwalała i na fali dobrych wyników szybko piął się w górę, po czym na pełne dwa lata utknął na stanowisku dyrektora regionu. Młody, głodny sukcesu manager, już wtedy po MBA zrozumiał, że jedyną szansą na utrzymanie oczekiwanej dynamiki rozwoju kariery jest zmiana. Szybkie cv, Gazeta Praca i po kilku dniach zaproszenie na rozmowę do firmy z rodzimej branży. Firma niestety polska, niekoncernowa ale za to stanowisko do objęcia: dyrektor handlowy. To były piękne czasy. Naprawdę. Robercik oczarował właściciela firmy i został Drugim po Bogu z czterdziestoosobową gromadką handlowców, kierowników i dyrektorów regionalnych pod opieką. Bramy raju zostały otwarte. Raju trochę jednakże zapaskudzonego złymi obyczajami młodego, polskiego, żarłocznego kapitalizmu. Robercik rozumiał jednak doskonale, że awans musi mieć swoją cenę, nie miał zresztą czasu na głębsze rozważania w powyższym temacie: pustynia kompetencyjna jego własnego zespołu głośno wołała o zbawienną dla wyników sprzedaży ulewę szkoleń. Zaczął zatem szkolić Robercik. Trochę sam a bardziej zewnętrznie, przy użyciu profesjonalnych trenerów. Szkolenia jak sama nazwa mówi służą piciu wódki a przy wódce najlepiej poznaje się ludzi. Zatem szkoląc Robercik trochę pił z ludźmi wódkę i całkiem bardzo ludzi owych poznawał a im bardziej poznawał tym bardziej chciał im pomóc. Jak to dobry manager: pies na wyniki ale dobry ojciec dla potrzebujących dziatek. Po kilku miesiącach Robercik zaczął pijać wódkę także z właścicielem firmy co było najlepszym sygnałem właścicielskiego zadowolenia z ewolucji sprzedaży i pozytywnych zmian w firmie. Dobre wyniki, przeszkolony, zmotywowany zespół i miłość właściciela firmy w żadnym stopniu nie rozleniwiły Robercika. Życie korporacyjne nauczyło go, że to dopiero bazowy poziom misji naprawy świata. Baza ekonomiczna otwierająca drogę do doskonałości. Jak powszechnie wiadomo aby osiągnąć bezwzględną doskonałość należy wpierw udoskonalić wszystkie względne elementy składowe doskonałości. Nie denerwuj się: ja też tego do końca nie rozumiem. Po prostu zaakceptuj. W owym czasie ludzie dla Robercika byli jak otwarta księga: czytał w niej wszelkie niedoskonałości ludzkiej natury i był na nie gotów. Gotów i pełen determinacji aby na drodze systematycznej eksterminacji wszelkich braków kompetencyjnych członków swojego zespołu uczynić świat piękniejszym a może nawet całkowicie pięknym. Na świecie tak bardzo brakuje piękna i doskonałości. Po sześciu miesiącach intensywnej pracy nad doskonałością zespół Robercika się rozsypał, ludzie poszli do konkurencji, sprzedaż  przywaliła w grunt a on sam wylądował na bruku z zupełnie nowym, nie znanym do tej pory odkryciem, że świat bywa bardzo okrutny, niewdzięczny i bezmyślnie mści się za wszelkie próby udoskonalania natury. Szczególnie niedoskonałej ludzkiej natury.

A teraz my, managerowie ale też ludzie dobrego serca pomożemy zrozumieć Robercikowi co poszło nie tak w jego misji udoskonalania świata. Zrobimy to przede wszystkim na nasz własny użytek bo to wcale nie prawda, że takie rzeczy działy się kilkanaście lat temu a dziś już nie. Dziś również niemal każdy manager staje przed dylematem co w swoich zespołach udoskonalać a co zostawić dziewicze jak natura stworzyła. Natomiast ryzyko zdewastowania przyzwoicie funkcjonującego zespołu nieprzemyślanym programem doskonalenia kompetencji jest dziś chyba nawet większe niż przed laty. Zacznijmy od świata a właściwie od tego jak widzimy świat. Na ulicy siedzi żebrak. Codziennie mija go kilka tysięcy osób i niektórzy wrzucą do jego puszki kilka groszy, niektórzy nie wrzucą, jedni przeczytają kartonową planszę z prośbą o pomoc a inni odwrócą wzrok. Ktoś się skrzywi a ktoś zaśmieje. A co Ty widzisz Drogi Managerze ? Człowieka któremu się nie chce pracować, kogoś komu się nie udało, kogoś kto sam nie potrafi choć zapewne próbował, człowieka któremu trzeba pomóc czy obiekt który trzeba zignorować w imię wyższego dobra jakim jest nie zachęcanie innych do takiego sposobu zdobywania środków bo jeśli wszyscy będziemy dawać to wszyscy zaczną żebrać i kto będzie pracować. Ja zobaczyłem studenta dokonującego ciekawego eksperymentu socjologicznego a przy okazji zupęłnie sprytnie zdobywającego środki na wieczorne piwo dla całego roku.  Uważnie przeczytałem całą kartonową planszę. Dużymi literami: ciekawe czy umiesz czytać ?, mniejszymi: jestem studentem i zbieram na piwo, całkiem malutkimi: na piwo zbieram przy okazji badania twoich umiejętności czytania ze zrozumieniem, i całkiem drobnym drukiem: mam gdzieś twoje pieniądze, pochodzę z bogatej rodziny ciekawe co powie moja matka jak zobaczy zdjęcia. Bartek, student drugiego roku bankowości, pisze pracę nt sposobu konstruowania umów bankowych tak aby były lepiej zrozumiałe dla klientów. Przy okazji, z czterech dni żebrania w dobrym miejscu, wyciągnął ok 11 000 zł. Tak jedenaście tysięcy. Wszystko co nas otacza jest względne jak pokazuje przykład.

Zatem zanim zaczniesz szkolić swoich ludzi wiodąc ich ku doskonałości wykaż się wyjątkową starannością w zrozumieniu jak twoi pracownicy postrzegają wasz świat. Czy widzą żebraka czy cwaniaka. Nie popełnij błędu Robercika, który założył, że wszyscy jego ludzie tak samo postrzegają pojęcie sukcesu i doskonałości. Każdy człowiek postrzega otaczająca go rzeczywistość przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń i przyszłych oczekiwań o czym my managerowie bardzo często zapominamy. Dla kogoś białe jest białe a dla kogoś kto pracował w pralni białe jest dobrze wyprane. Spróbuj zrozumieć czy dla twojego pracownika, nazwijmy go Adamem, naturalnym sposobem motywacji jest podejmowanie wyzwań czy raczej unikanie kłopotów zanim stworzysz dla niego system motywacyjny. Tworzenie ambitnego programu bonusowego dla człowieka, który pracuje by uniknąć biedy jest całkowicie pozbawionym sensu wysiłkiem. Najlepszą dla niego motywacją do pracy będzie świadomość, że tylko projekty realizowane dobrze i na czas pozwolą jego wypłacie regularnie wpływać na konto. Zamiast marnować czas na program bonusowy buduj i podtrzymuj świadomość Adama.

Zanim wyślesz Adama na szkolenie z organizacji pracy sprawdź czy pracuje on na osi czasu czyli swobodnie myśli o tym co się wydarzyło jakiś czas temu, rozmawia o tym co się dzieje teraz i równocześnie planuje co powie na spotkaniu za dwa dni. W takim przypadku szkolenie z kalendarzy, terminarzy i technik efektywnego wykorzystania czasu ma głęboki sens. Adam kocha takie szkolenia i będzie po nich lepszy. Jeśli jednak Adam przeciąga spotkania podnosząc kolejne tematy, jeśli wiecznie się spóźnia bo poprzedni projekt wymagał dodatkowych analiz, jeśli cała jego uwaga jest skupiona tylko na jednym konkretnym punkcie na osi czasu nie wysyłaj go na takie szkolenie. Będzie ono całkowicie sprzeczne z naturą Adama i nic z niego nie wyniesie. Wróci sfrustrowany i zdemotywowany. Dużo lepszym pomysłem jest zmontowanie zespołu projektowego z Adama pierwszego, tego od osi czasu i Adama szczególarza. Panowie przez chwilę będą się męczyć ze sobą ale po dotarciu będziesz mieć projekty realizowane bardzo starannie i na czas. Jeśli masz pomysł aby awansować Adama na kierownicze stanowisko ponieważ jest najlepszym analitykiem w dziale zadaj sobie kilka pytań. Czy Adam jest proaktywny czy raczej reaktywny, czy mówi „zróbmy to teraz” czy po prezentacji zadania powie „daj mi chwilkę” albo „mógłbym spróbować”. Jak jest naturalna jednostka informacji dla twojego nowego kierownika ? Czy w rozmowie skupia się na całych projektach i zadaniach, na wizjach i teoriach czy raczej szybko wchodzi w szczegóły i w cudownym świecie szczegółów zostaje do końca rozmowy ? Pomyśl czy Adam będzie się dopasowywał do stylu zespołu czy raczej przejmie przywództwo. Czy potrzebujesz kierownika administratora czy wodza-motywatora.

W młodości lubiłem filmy podróżnicze. Pokazywały w jak doskonały sposób ludzie którzy nie umieją czytać czy jeść widelcem wykorzystują siły natury aby tworzyć lepszy świat. Aby twój świat stał się lepszy Drogi Managerze musisz włożyć dużo pracy aby go zrozumieć zanim zaczniesz zmieniać. Jeśli twoim światem jest galaktyka zarządzania ludźmi zanim zaczniesz go doskonalić skasuj wszystkie swoje założenia, uważnie słuchaj i wnioskuj aby jak najlepiej zrozumieć jak twoi ludzie widzą elementy waszego wspólnego wszechświata. Jeśli zechcesz zrozumieć jak widzą wasz wspólny świat twoi pracownicy, jeśli cierpliwość pozwoli ci uważnie słuchać co mówią i jak mówią szybko znajdziesz drogę do ich serc i umysłów. Najważniejsze na koniec: Robercik popełnił tylko jeden błąd ale był to błąd kardynalny. Próbował zmienić coś co jest najbardziej stałym elementem wszechświata: ludzką naturę. Ty, Drogi Managerze,  z pewnością znajdziesz sposób aby z bogactwa ludzkiej natury korzystać dla chwały i zysków swojego biznesu. Doskonal swój biznes wykorzystując potęgę ludzkiej natury,  ją samą zostaw w spokoju. Jest doskonała i doskonale potrafi się bronić.

Miałem kiedyś kolegę, Robercika dajmy na to. Prawie każdy miał kiedyś jakiegoś kolegę, niektórzy mieli nawet kilku kolegów a niektórzy do dziś mają kolegów choć zawodowo są skutecznymi managerami odnoszącymi denerwujące dla otoczenia sukcesy. Mój Robercik,  już jako handlowiec, wyróżniał się nieprzeciętnym sprytem, który życzliwi mu rodzice określali jako wrodzoną inteligencję. Rzecz działa się w latach dziewięćdziesiątych, kolejne zachodnie firmy wchodziły na polski rynek z szerokim portfolio nowych produktów i pakietami szkoleń dla pracowników chętnych podjąć wyzwanie i piąć się po długich drabinach korporacyjnego sukcesu. Motywem przewodnim ówczesnych szkoleń był amerykański sen: jeśli tylko bardzo chcesz osiągniesz wszystko czego zapragniesz, zupełnie i całkowicie WSZYSTKO. Ja na przykład, wtedy początkujący handlowiec, bardzo chciałem być prezesem dużej firmy i jeździć Ferrari. Dopiero kilkanaście lat później, po pracowitym wdrapaniu się na kolejny karierowy szczyt, dowiedziałem się, że tylko bardzo niektórzy prezesi jeżdżą Ferrari ale o tym może innym razem…

Robercik bardzo chciał, miał wrodzoną inteligencję a teraz dodatkowo dostał silne wsparcie w postaci solidnego, korporacyjnego prania mózgu. Porażka nie miała żadnych szans. Pierwsze objawy wielkiego sukcesu pojawiły się niemal natychmiast po zakażeniu robercikowego umysłu treściami szkoleniowymi: szybki awans na kierownika regionu i dwóch podwładnych. Robercik sam dużo sprzedawał, cisnął też swoich dwóch nieszczęśników tak mocno jak tylko etyka managerska pozwalała i na fali dobrych wyników szybko piął się w górę, po czym na pełne dwa lata utknął na stanowisku dyrektora regionu. Młody, głodny sukcesu manager, już wtedy po MBA zrozumiał, że jedyną szansą na utrzymanie oczekiwanej dynamiki rozwoju kariery jest zmiana. Szybkie cv, Gazeta Praca i po kilku dniach zaproszenie na rozmowę do firmy z rodzimej branży. Firma niestety polska, niekoncernowa ale za to stanowisko do objęcia: dyrektor handlowy. To były piękne czasy. Naprawdę. Robercik oczarował właściciela firmy i został Drugim po Bogu z czterdziestoosobową gromadką handlowców, kierowników i dyrektorów regionalnych pod opieką. Bramy raju zostały otwarte. Raju trochę jednakże zapaskudzonego złymi obyczajami młodego, polskiego, żarłocznego kapitalizmu. Robercik rozumiał jednak doskonale, że awans musi mieć swoją cenę, nie miał zresztą czasu na głębsze rozważania w powyższym temacie: pustynia kompetencyjna jego własnego zespołu głośno wołała o zbawienną dla wyników sprzedaży ulewę szkoleń. Zaczął zatem szkolić Robercik. Trochę sam a bardziej zewnętrznie, przy użyciu profesjonalnych trenerów. Szkolenia jak sama nazwa mówi służą piciu wódki a przy wódce najlepiej poznaje się ludzi. Zatem szkoląc Robercik trochę pił z ludźmi wódkę i całkiem bardzo ludzi owych poznawał a im bardziej poznawał tym bardziej chciał im pomóc. Jak to dobry manager: pies na wyniki ale dobry ojciec dla potrzebujących dziatek. Po kilku miesiącach Robercik zaczął pijać wódkę także z właścicielem firmy co było najlepszym sygnałem właścicielskiego zadowolenia z ewolucji sprzedaży i pozytywnych zmian w firmie. Dobre wyniki, przeszkolony, zmotywowany zespół i miłość właściciela firmy w żadnym stopniu nie rozleniwiły Robercika. Życie korporacyjne nauczyło go, że to dopiero bazowy poziom misji naprawy świata. Baza ekonomiczna otwierająca drogę do doskonałości. Jak powszechnie wiadomo aby osiągnąć bezwzględną doskonałość należy wpierw udoskonalić wszystkie względne elementy składowe doskonałości. Nie denerwuj się: ja też tego do końca nie rozumiem. Po prostu zaakceptuj. W owym czasie ludzie dla Robercika byli jak otwarta księga: czytał w niej wszelkie niedoskonałości ludzkiej natury i był na nie gotów. Gotów i pełen determinacji aby na drodze systematycznej eksterminacji wszelkich braków kompetencyjnych członków swojego zespołu uczynić świat piękniejszym a może nawet całkowicie pięknym. Na świecie tak bardzo brakuje piękna i doskonałości. Po sześciu miesiącach intensywnej pracy nad doskonałością zespół Robercika się rozsypał, ludzie poszli do konkurencji, sprzedaż  przywaliła w grunt a on sam wylądował na bruku z zupełnie nowym, nie znanym do tej pory odkryciem, że świat bywa bardzo okrutny, niewdzięczny i bezmyślnie mści się za wszelkie próby udoskonalania natury. Szczególnie niedoskonałej ludzkiej natury.

A teraz my, managerowie ale też ludzie dobrego serca pomożemy zrozumieć Robercikowi co poszło nie tak w jego misji udoskonalania świata. Zrobimy to przede wszystkim na nasz własny użytek bo to wcale nie prawda, że takie rzeczy działy się kilkanaście lat temu a dziś już nie. Dziś również niemal każdy manager staje przed dylematem co w swoich zespołach udoskonalać a co zostawić dziewicze jak natura stworzyła. Natomiast ryzyko zdewastowania przyzwoicie funkcjonującego zespołu nieprzemyślanym programem doskonalenia kompetencji jest dziś chyba nawet większe niż przed laty. Zacznijmy od świata a właściwie od tego jak widzimy świat. Na ulicy siedzi żebrak. Codziennie mija go kilka tysięcy osób i niektórzy wrzucą do jego puszki kilka groszy, niektórzy nie wrzucą, jedni przeczytają kartonową planszę z prośbą o pomoc a inni odwrócą wzrok. Ktoś się skrzywi a ktoś zaśmieje. A co Ty widzisz Drogi Managerze ? Człowieka któremu się nie chce pracować, kogoś komu się nie udało, kogoś kto sam nie potrafi choć zapewne próbował, człowieka któremu trzeba pomóc czy obiekt który trzeba zignorować w imię wyższego dobra jakim jest nie zachęcanie innych do takiego sposobu zdobywania środków bo jeśli wszyscy będziemy dawać to wszyscy zaczną żebrać i kto będzie pracować. Ja zobaczyłem studenta dokonującego ciekawego eksperymentu socjologicznego a przy okazji zupęłnie sprytnie zdobywającego środki na wieczorne piwo dla całego roku.  Uważnie przeczytałem całą kartonową planszę. Dużymi literami: ciekawe czy umiesz czytać ?, mniejszymi: jestem studentem i zbieram na piwo, całkiem malutkimi: na piwo zbieram przy okazji badania twoich umiejętności czytania ze zrozumieniem, i całkiem drobnym drukiem: mam gdzieś twoje pieniądze, pochodzę z bogatej rodziny ciekawe co powie moja matka jak zobaczy zdjęcia. Bartek, student drugiego roku bankowości, pisze pracę nt sposobu konstruowania umów bankowych tak aby były lepiej zrozumiałe dla klientów. Przy okazji, z czterech dni żebrania w dobrym miejscu, wyciągnął ok 11 000 zł. Tak jedenaście tysięcy. Wszystko co nas otacza jest względne jak pokazuje przykład.

Zatem zanim zaczniesz szkolić swoich ludzi wiodąc ich ku doskonałości wykaż się wyjątkową starannością w zrozumieniu jak twoi pracownicy postrzegają wasz świat. Czy widzą żebraka czy cwaniaka. Nie popełnij błędu Robercika, który założył, że wszyscy jego ludzie tak samo postrzegają pojęcie sukcesu i doskonałości. Każdy człowiek postrzega otaczająca go rzeczywistość przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń i przyszłych oczekiwań o czym my managerowie bardzo często zapominamy. Dla kogoś białe jest białe a dla kogoś kto pracował w pralni białe jest dobrze wyprane. Spróbuj zrozumieć czy dla twojego pracownika, nazwijmy go Adamem, naturalnym sposobem motywacji jest podejmowanie wyzwań czy raczej unikanie kłopotów zanim stworzysz dla niego system motywacyjny. Tworzenie ambitnego programu bonusowego dla człowieka, który pracuje by uniknąć biedy jest całkowicie pozbawionym sensu wysiłkiem. Najlepszą dla niego motywacją do pracy będzie świadomość, że tylko projekty realizowane dobrze i na czas pozwolą jego wypłacie regularnie wpływać na konto. Zamiast marnować czas na program bonusowy buduj i podtrzymuj świadomość Adama.

Zanim wyślesz Adama na szkolenie z organizacji pracy sprawdź czy pracuje on na osi czasu czyli swobodnie myśli o tym co się wydarzyło jakiś czas temu, rozmawia o tym co się dzieje teraz i równocześnie planuje co powie na spotkaniu za dwa dni. W takim przypadku szkolenie z kalendarzy, terminarzy i technik efektywnego wykorzystania czasu ma głęboki sens. Adam kocha takie szkolenia i będzie po nich lepszy. Jeśli jednak Adam przeciąga spotkania podnosząc kolejne tematy, jeśli wiecznie się spóźnia bo poprzedni projekt wymagał dodatkowych analiz, jeśli cała jego uwaga jest skupiona tylko na jednym konkretnym punkcie na osi czasu nie wysyłaj go na takie szkolenie. Będzie ono całkowicie sprzeczne z naturą Adama i nic z niego nie wyniesie. Wróci sfrustrowany i zdemotywowany. Dużo lepszym pomysłem jest zmontowanie zespołu projektowego z Adama pierwszego, tego od osi czasu i Adama szczególarza. Panowie przez chwilę będą się męczyć ze sobą ale po dotarciu będziesz mieć projekty realizowane bardzo starannie i na czas. Jeśli masz pomysł aby awansować Adama na kierownicze stanowisko ponieważ jest najlepszym analitykiem w dziale zadaj sobie kilka pytań. Czy Adam jest proaktywny czy raczej reaktywny, czy mówi „zróbmy to teraz” czy po prezentacji zadania powie „daj mi chwilkę” albo „mógłbym spróbować”. Jak jest naturalna jednostka informacji dla twojego nowego kierownika ? Czy w rozmowie skupia się na całych projektach i zadaniach, na wizjach i teoriach czy raczej szybko wchodzi w szczegóły i w cudownym świecie szczegółów zostaje do końca rozmowy ? Pomyśl czy Adam będzie się dopasowywał do stylu zespołu czy raczej przejmie przywództwo. Czy potrzebujesz kierownika administratora czy wodza-motywatora.

W młodości lubiłem filmy podróżnicze. Pokazywały w jak doskonały sposób ludzie którzy nie umieją czytać czy jeść widelcem wykorzystują siły natury aby tworzyć lepszy świat. Aby twój świat stał się lepszy Drogi Managerze musisz włożyć dużo pracy aby go zrozumieć zanim zaczniesz zmieniać. Jeśli twoim światem jest galaktyka zarządzania ludźmi zanim zaczniesz go doskonalić skasuj wszystkie swoje założenia, uważnie słuchaj i wnioskuj aby jak najlepiej zrozumieć jak twoi ludzie widzą elementy waszego wspólnego wszechświata. Jeśli zechcesz zrozumieć jak widzą wasz wspólny świat twoi pracownicy, jeśli cierpliwość pozwoli ci uważnie słuchać co mówią i jak mówią szybko znajdziesz drogę do ich serc i umysłów. Najważniejsze na koniec: Robercik popełnił tylko jeden błąd ale był to błąd kardynalny. Próbował zmienić coś co jest najbardziej stałym elementem wszechświata: ludzką naturę. Ty, Drogi Managerze,  z pewnością znajdziesz sposób aby z bogactwa ludzkiej natury korzystać dla chwały i zysków swojego biznesu. Doskonal swój biznes wykorzystując potęgę ludzkiej natury,  ją samą zostaw w spokoju. Jest doskonała i doskonale potrafi się bronić.

Powrót do Biblioteki Mentora